Opis
Jeszcze całkiem niedawno odnosiło się wrażenie, że w dyskusji na temat migracji Dorów na przełomie epok brązu i żelaza, najpierw w Grecji kontynentalnej, nieco później i szerzej w strefie egejskiej aż po Kretę i południowe wybrzeża Azji Mniejszej, górę ostatecznie wzięło tradycyjne przekonanie nie tylko o historyczności samego zjawiska
migracji, ale także o solidnym uformowaniu się Dorów, innymi słowy o solidnej etnogenezie doryckiej już w tak odległych czasach. Tymczasem czytelnik świeższych publikacji naukowych stwierdza, że fala hiperkrytycznego negowania powyższego wraca jakby ze zdwojoną siłą, ponieważ Dorom odmawia się „doryckości” już nie pod koniec II i na początku I tysiąclecia1, odmawia się jej nawet i znacznie później, przy czym jej pełne ukształtowanie w sposób niespontaniczny, powiedzielibyśmy, w sposób niejako sztuczny, pod dość konkretne zamówienie, nastąpiłoby w przeciągu pierwszego wieku epoki klasycznej, głównie na potrzeby ideologicznej podbudowy eksploatacji lokalnej oraz ekspansji regionalnej – i właśnie dlatego użyto wcześniej określenia „ukształtowanie”, nie „ukształtowanie się”. Powody tego rodzaju tendencji wydają się zasadniczo dwa: 1) postponujący humanistykę technoscjentyzm, nade wszystko, w przypadku problematyki poruszanej w artykule, w wydaniu archeologicznym czy, jeszcze uściślając, etnoarcheologicznym, kiedy, żeby w ogóle rościć sobie pretensje do opowiadania czegokolwiek mądrego o ludzkiej przeszłości, trzeba sprawnie posługiwać się jakimś nowoczesnym, czytaj cyfrowym, narzędziem, najlepiej lidarem, bo poczciwy spektrometr już od dawna czytelnika albo słuchacza nie wprawia w pożądane osłupienie;
2) banalna kwadratura koła, czyli narastający konflikt pomiędzy kapitalistycznymi korporacjami ponadnarodowymi a kapitalistycznymi etatyzmami pseudonarodowymi, na żyznym podłożu współczesnych zbiorowych lęków tożsamościowych wszelakich, w tym, zwłaszcza, zewsząd podsycanych paranoi narodowych.
[frg. tekstu]




